Menu pionowe

Szukaj

Kategorie

  • Brak kategorii

Puste

Anna wyciągnęła przed siebie ręce, spojrzała na puste dłonie. Obejrzała je ze wszystkich stron, dokładnie. Były gładkie, jeszcze, choć już nie tak delikatne jak kiedyś. I puste. Nie zniszczone życiem domowym, praniem, obieraniem ziemniaków, prowadzeniem za rękę dzieci. Nie było na nich żadnej biżuterii, żadnej obrączki, ani nawet pierścionka. Spojrzała na swoje dłonie – puste.

A potem odwróciła się i zaczęła wymyślać swoje życie od nowa.

Anna ma 5 lat. Pierwszy raz pojechała z tatą nad morze. Mamy nie ma. Anna nie pamięta, gdzie jest mama, nie wie nawet, kto to mama. W najwcześniejszych wspomnieniach Anny matki już nie było.

Anna przesypuje piasek w dłoniach, jest gładki, delikatny, przesypywany powoli taki, jakby go prawie nie było. Gwiezdny pył, myślała Anna. Ale wystarczyło zacisnąć mocno pięść, by poczuć w dłoni delikatne ukłucia. Albo zaciskać ją potem mocno i czuć, jak ugniata się pył prawie jak gąbkę, tylko trochę inną.

Anna otwiera dłonie, a piasek zdmucha wiatr. Zaciska na powrót pięści, ale czuje tylko siebie samą, dotyk własnej skóry i palców.

Rok

Rok temu o podobnej porze wszystko zaczęło wywracać się do góry nogami, a świat stanął na głowie. Stoi tak jeszcze, jeszcze się trochę kołysze, drży, aż się na nowo usadowi w posadach. Ale to już niedługo, na to wygląda.

Stały się rzeczy, których nie mogłam przewidzieć. A jednak dobrze.

Jeszcze tylko trochę drży mi serce, czy ja potrafię, czy ja dam radę. Nie zawsze jest łatwo. Może właśnie dlatego pięknie. I ta odpowiedzialność, za siebie nawzajem, nie bycie już „ja”. Lecz tak trudno przestawić się na „ty”.

Chciałabym, by było doskonale, ale cóż to by było za życie.
Teraz jest dobrze. Pięknie. Najlepiej. Co zmieni się przez kolejny rok?

Trudno

…i znów to rozczarowanie, ja mną.

bo miałam być najlepsza,
a jestem tylko ja.

Jestem

Dobrze mi, trudno.
Ulżyło mi. Jestem spokojna.

Jestem.
Wreszcie jestem.

Wieczność

Minęły dwa tygodnie, a jakby pół wieczności.

Wszystko

Wszystko jest na swoim miejscu,
wszystko jest tak, jak być powinno.

Spojrzenia

Niespodziewanie i nagle pojawiły się spojrzenia częste i różnorodne. Są błyszczące i zaciekawione, ale jeszcze niewiadomo, na jak długo i co właściwie widzące. Są agresywne i natrętne,  i wtedy głowę chowa się w dół, bo strach i żeby tylko nikogo do środka nie wpuścić przez oczy. Są obce, a przecież patrzące jak gdyby nigdy nic, jakby patrzyły i znały od dawna, a przecież nie znają i jak tu przeszkodzić, powiedzieć, że pomyłka i że nie ja. Są zaintrygowane i zwracające uwagę, pociągające, ale i od tych wbrew sobie odwraca się głowę z obawy, że zbyt wiele zobaczą i podejdą zbyt blisko.
I tylko jedne strachu nie budzą, te wysyłane ukradkiem, co myśli się o nich, że niewidoczne, a przecież ciut, trochę, wypatrywane.

Wieczór

Dobrze byłoby posiedzieć w tym zmęczeniu przy Tobie, z kubkiem herbaty, i nic nie mówić. Patrzeć tylko przed siebie, uśmiechać się w w to całe niewydarzone – tylko Ty i ja. I nikt już.

Tak żeby na trochę czas się zatrzymał.

Ciszy mi brak, ukrycia się w  tylko Twoją obecność,
w Ciebie i wieczór.

Tęsknię

I nic zrobić nie mogę.

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi1
pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy!
Przyjaciel mój miał winnicę
na żyznym pagórku.
2 Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni
i zasadził w niej szlachetną winorośl;
pośrodku niej zbudował wieżę,
także i tłocznię w niej wykuł.
I spodziewał się, że wyda winogrona,
lecz ona cierpkie wydała jagody.
3 «Teraz więc, o mieszkańcy Jeruzalem
i mężowie z Judy,
rozsądźcie, proszę, między Mną
a między winnicą moją.
4 Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej,
a nie uczyniłem w niej?
Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała,
ona cierpkie dała jagody?
5 Więc dobrze! Pokażę wam,
co uczynię winnicy mojej:
rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono;
rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano.
6 Zamienię ją w pustynię,
nie będzie przycinana ni plewiona,
tak iż wzejdą osty i ciernie.
Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz».
7 Otóż winnicą Pana Zastępów
jest dom Izraela,
a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym.
Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi,
i prawowierności, a oto krzyk grozy.

Dlaczego wciąż czuję się taką Twoją „Malutką trzymaną w Twoich dłoniach, chociaż w tych dniach przecież kilkakrotnie już splunęłam Ci w twarz?